
Nepal podróż mojego życia
5 czerwca, 2023
Moje zmagania z koronowirusem
9 lipca, 2023

To co jest naprawdę ważne
Tak sobie siedzę, piszę i właściwie to wafla cieszę bo co pomyśle o Nepalu to od razu widzę tą magię, mistykę, miłość i największą potęgę Świata HimalajeJ.Zapachy, kolory, różnorodność i całe te flow związane z wyprawami na ośmiotysięczniki robi taką atmosferę, że właściwie mogę napisać jedno….. Nepal był podróżą mojego życia , Nepal zmienił mnie o 180 stopni, Nepal pokazał mi moją wielką miłość-Góry, w Nepalu poznałam fajnych ludzi a na koniec…. Nepal mi pokazał co tak naprawdę jest ważne.
Lot do Katmandu 🙂
Nadszedł ten dzień, czyli 09.10.2012 godzina 13:30, hala wylotów, stary terminal, Warszawa Lotnisko Okęcie. Piszę tak dokładnie bo kolejną moja miłością są samoloty
i lotniska ahhah, ale to opowiem przy okazji innego posta. W każdym bądź razie jak czasami nie ma Gór, a są smutne dni to lotnisko i kilka lądujących lub wylatujących samolotów tez robi robotę ahahah :). Wracając do 09.10.2012, no więc jadąc już na lotnisko miałam wrażenie, że zaraz wybuchnę, miałam taki mix emocji, że właściwie sama już nie wiedziałam co ja czuję. Z jednej strony ogrom szczęścia bo będę lecieć samolotem ( wielka zajara
bo leciałam Katarskimi liniami. Poza tym samoloty, lotniska to jest moja kolejna wielka zajawka. Rzecz która wywołuje we mnie wielką euforię i szczęście), z drugiej wielka niewiadoma, która mnie kręciła ale też trochę mnie stresowała bo nie byłam pewna, czy dam radę z tym wszystkim. Czy pokonam kilometry, wysokość, inne jedzenie, klimat a i te zajebiste karaluchy hahahhah. ( miałam okazję spotkać kilka taaaaaaaaakich dużych hahaha).
No i wystartowaliśmy. Ja byłam w grupie, która leciała do Londynu. Z Londynu do Doha, a z Doha do Katmandu. Lot był dłuuuuugi, ale bardzo miło to wspominam. Pierwsze wow to Lotnisko Londyn Heathrow, a drugi szał 🙂 to przeżyłam jak wysiadłam na płycie lotniska Doha International Airport i dostałam dosłownie w pyskJ tak strasznym powiewem gorąca, że szok. A później akcja przejazdowa zaparowanym po sam czubek ahha autobusem
do budynku lotniska. Ja lubię ciepło, ale to był już piekarnik i to nie z opcją parową ahhahahh. Druga część ekipy też już wylądowała i razem lecieliśmy jednym samolotem
do Katmandu.
Katmandu love 🙂
Tak naprawdę pamiętam kilka rzeczy po wylądowaniu w Katmandu. W głowie mix myśli, łańcuszek z kwiatów, które mi założono na przywitanie, kilka beczek wyprawowych, multi-kulti J różnych ludzi iiiii profesjonalne ekipy wspinaczy, ruszających w najwyższe Góry Świata w HimalajeJ. Wtedy dopiero już poczułam, Ja tu jestem naprawdę, jestem w najwyższych Górach Świata, przecież to nie jest film, Ja tu jeeeeestem!!! W tym momencie poczułam wszechogarniające mnie szczęście i niesamowita wdzięczność za to, że było mi dane doświadczyć tego wszystkiego Nepalsko- Himalajskiego :).
Katmandu, Phakding Lukla, Namche Bazaar i całaaaaa reszta 🙂

Zakwaterowaliśmy się w hotelu, posegregowaliśmy rzeczy. Co bierzemy na trekking, a co zostawiamy. Później oczywiście małe zwiedzanie Katmandu i okolic. Różnorodność, kolory, zapachy, kurz, wiszące kable elektryczne na budynkach, czasami problem z wodą, uśmiechnięci Nepalczycy, ciekawa waluta z góramiJ- to wszystko było tak piękne, ciekawe i czułam się z tym wszystkim fantastycznie. Ta odmienność tak mnie fascynowała, że całą noc nie spałam tak to wszystko przeżywałam.
W Katmandu i okolicy byłam na Durbar Square,(jest to plac na którym ulokowane są najcenniejsze zabytki miasta, jest to serducho Katmandu), Pashupatinath (hinduistyczna świątynia uważana jest za największą świątynię Śiwy w Nepalu. Przy tej świątyni płynie święta rzeka hinduizmu Bagmati, jest to dopływ Gangesu). Widziałam Stupę Svayambhunath ( jest to jedno z najważniejszych miejsc dla wyznawców buddyzmu) i wiele innych pięknych miejscJ 🙂 ( to za dużo na jeden artykuł ahhahah)

Nastał poranek, ja miałam wrażenie, że ledwo wstałam to nóżki mi już same zaczęły tuptać ahhaha. Byłam tak szczęśliwa i zmobilizowana do działania, że szok, bo dziś już zaczynaliśmy trekking iii lecieliśmy do Lukli, jednego z najniebezpieczniejszych lotnisk świata 🙂 więcej w tym linku
Na lotnisku w Katmandu trochę poczekaliśmy na lot, bo była mgła w Lukli, a takie warunki w tamtym regionie wykluczają start. Po kilku godzinach udało się, wsiedliśmy do małego samolicika i jedno co do końca życia nie zapomnę to- pani z obsługi samolotu przyniosła nam watki do uszu i po cukierku ahahha ( mały zestaw podróżny, ale fakt głośno było na maxa). Leciałam liniami Yeti Airlines.
To było przeżycie na maxa. Lądowanie w Lukli to jest niesamowita precyzja, szacun dla pilota i dzięki za życzliwe warunki pogodowe. Hamowanie w powietrzu, postawienie samolocika na krótkim pasie i uwaga wisienka na torcie trzeba zdarzyć z zatrzymaniem maszyny, żeby nie walnąć w budynek lotniska ahahhaha.
Dla mnie to był niezwykły czad, mogę śmiało powiedzieć, że odczuwałam wtedy taka radość jak dziecko, które dostało wymarzoną zabawkę hahaha. Wysiadłam z samolotu, jak zobaczyłam tych wszystkich trekkingowców, wspinaczy, Szerpów, chorągiewki modlitewne, otaczające mnie Góry to szczerze oszalałam ze szczęścia.
Tam już poczułam, że to jest mój świat, że chce uczestniczyć w tym wszystkim, że chcę być przyjaciółką Gór, że chce być kolorowym, szczęśliwym człowiekiem, który czuje, widzi i przezywa cała mistykę gór. Kochani o trekkingach i całej reszcie w następnym artykule ahhahahahahha DO NASTĘPNEGO 🙂





