
Czekam co roku na Lądek Zdrój, na mój kochany Festiwal Górski
19 września, 2023Z Bocianami co roku tradycyjnie wyjazd w Tatry, albo Słowackie, albo Nasze Polskie. Fajne jest to, że mimo odległości jakich Nas dzielą to zawsze potrafimy się zebrać, zorganizować i pojechać w Góry. Najlepsze jest jeszcze to, że mimo, że się nie widzimy na co dzień to co się spotkamy to gadamy ze sobą jak najęci i oczywiście gramy w Słówko ahhhaa. Gra, która wyzwala tyle emocji, adrenaliny i śmiechu, że myślę, że oprócz tego, że czekamy co roku, żeby jechać w Góry to ,,Słówko” też jest mocno wyczekiwane ahhaha

W tym roku padło na Tatry Polskie. Niestety ekipa Bocianowa nie była cała, zabrakło Naszego Towarzysza Akcji 🙂 Rumka.
Wyjazd jak zawsze szalony i na pełnej petardzie ahhaha. Z czwartku na piątek o 3:00 startujemy, parę minut po 6 jesteśmy na szlaku, i ruuuuuura startujemy ahhaha. Plany ambitne, cały odcinek Orlej Perci, a następne dni się zobaczy, w jakiej będziemy kondycji, jak Nas Orla przeczołga hahha. Wyruszyliśmy, trochę miałam obawy bo już nie jest tak jak przed moim Covidem tzn. kiedyś było tak, że wystarczyło mi 3h snu i szłam jak czołg. Teraz jak jestem po przebytym Covidzie to muszę być wyspana, zregenerowana, najedzona i opita ahha wodą i herbatą zieloną.
Realia tym razem były inne- nie spałam nic przed wyjazdem, byłam napięta i zesrtresowana. Do tego coś znowu mi nie posłużyło z jedzenia i byłam słaba jak dentka. Jak to Ja, mimo wszystko Wandzia Mocarna, będzie szła, nawet jakby miała nieść nogę w reklamówce hahaha-niestety nie tym razem. Na trasie nagle mnie tak odcięło, że szok. Miałam problem z oddychaniem i z poruszaniem. Nie wiem czy to mnie rozsądek zatrzymał, czy organizm dał mi znaki, że niewyspanie plus odczyn alergiczny po jedzeniu równa się szybka akcja TOPRU na Orlej Perci.:\
No nic, ciężki temat dla mnie. Zawsze sprawna i mocarna, zawsze wszystko przechodziłam, przeskakiwałam i przepływałam. Stop, nie da się, nie pójdę dalej. Puścił mi się płacz, z niemocy, bezsilności, braku kontroli a przede wszystkim z faktu, że nie mam kompletnie na to wpływu.
Rozdzieliliśmy się, Bociany poszły dalej w stronę Orlej a Ja zaczęłam schodzić w dół. Zeszłam niżej ale oczywiście stwierdziłam, że muszę sobie iść gdzieś w ustronne miejsce, z ładnym widokiem-odsapnąć, przemyśleć i trochę popłakać i wylać z siebie te wszystkie żale, smutki i niesprawiedliwości po covidowe.
Podreptałam w stronę Nosala, fajnie udało się, brak ludzi, fajna widoczność i cudna cisza, taka super na przemyślenia. Trochę mi się płacz włączył ale jakiś taki oczyszczający. Przemyślałam to i stwierdziłam, że już będę słuchać swojego organizmu i sygnałów, które mi wysyła. Zjadłam kanapkę, napiłam się herbaty i wyruszyłam w moją trasę. Troszkę niższa niż Orla, troszkę mniej widokowa ale jak na kondycję mojego organizmu w tym dniu była odpowiednia. Udało mi się w wolniejszym tempie zrobić 27 km, trochę się zmęczyłam, ale nie miałam na trasie żadnych odcięć, ani złego samopoczucia.
Na trasie miałam super widoki, fajną pogodę i super nowych ludzi poznałam. Jest to wszystko dla mnie trudne, ale staram się. Co upadnę to staram się wstać i próbuję dalej. Reasumując to uważam akcję z wycofką na Orlą za pozytywną, bo: posłuchałam swojego organizmu, nie naraziłam TOPR-u na wylot po mnie, nie byłam na pasku informacyjnym wiadomości w TVN 24 hahahha, pogodziłam się z pewnymi faktami, zrobiłam traskę na 27 km i co najważniejsze było mi przykro, ale nie robiłam sobie wyrzutów z powodu mojej niemocy.
Co nie zmienia faktu, że dalej trenuje, dalej się kuruję i wierzę-wiem, że wrócę do mojej atomowej kondycji. Nie poddaje się, nie zniechęcam. Nakręcam się wyjazdem do Nepalu i Patagonii. Te cele mi daja moc, siłę i motywację. A na koniec dla Wszystkich tych co maja taki dyskomfort zdrowotny i treningowy jak Ja- Cytuje jedna z moich ulubionych kreskówek ahhaha He-Man: Na potegę Posępnego Czerepu! Mocy PRZYBYWAJ!!! Hahahah
Do następnego….:)




