
Moje zmagania z koronowirusem
9 lipca, 2023
Spełnić marzenia, żyć w górach, trenować i jeść wszystko i wszędzie hahahah
27 sierpnia, 2023
Ach ten czas wakacyjny, zawsze jakoś tak przyjemnie :). Słońce świeci, chmury są okrągłe, różne kolory, deszcz specyficzny, burze ostre, frytki z rybką w Gdyni :), gofry na molo, opalenizna, brokacik ahahha i te cudne promienie słońca, które wszystkich cudnie nastrajają do działania, akcji i spontanów hahahahha.
Dobra decyzja, cudny czas, wspaniali ludzie wkoło-DZIĘKUJE 🙂 🙂
Właściwie to na wstępie, chciałam podziękować mojej super, górskiej koleżance -Monice za to, że mnie namówiła na super akcje górską-Trekking w Austrii, w Taurach Wysokich. Poza tym to chciałam też uściskać i podziękować dwóm moim cudnym człowiekom :), którzy ciągle mnie wspierają i wierzą w moja moc górską i kondycje. Bracie i Borsuku 🙂 dziękuje hahahah, przede wszystkim za wytrwałość i ratowanie mnie przed pająkami desantowcami i łyżwiarzami parkietowymi ahhahahhah.
Wakacje, urlop, wolne ,odpoczynek, laaaaaba hahaha i mnóstwo górowania 🙂
Ten czas wakacyjny, był/jest dla mnie różny. Trochę znowu powikłań po covidzie mi się odezwało, trochę fajnych wyników dostałam, pięknych podróży, treningów, załamek
z powodu kolejnej kuracji, która ma mnie naprawić po Covidzie i cudny wyjazd w Góry, który przysporzył mi mnóstwa stresu, wątpliwości,( czy ja dam radę, czy powinnam tam jechać. Jestem słaba po kuracji, więc pewnie nie dam rady) pięknych widoków i fajnych chwil z super ekipą.
Nie wiem jak to się stało, ale chyba jakąś wewnętrzna siła, za mnie podjęła decyzję, że jadę w Taury z Monią, bo tak sama to chyba bym nie dała rady podjąć tej decyzji hahaha. Byłam po ciężkiej kuracji, właściwie nie wchodząc w szczegóły ale w górach kilka krzaczków na trasie zaliczyłam ahahhah. Byłam słaba, coś mi się pokręciło po tych lekach z ciśnieniem i pulsem( ciśnienie niskie, puls wysoki). Szczerze mówiąc to byłam już bliska rezygnacji. Z drugiej strony to COŚ FAJNEGO MI NIE DAŁO ZREZYGNOWAĆ i MOJE TRIO CIĄGLE MNIE MOTYWOWAŁO I DOPINGOWAŁO( Monia i Człowieki hahah), wiec pojechałam.
Pierwsza próba ogniowa to był przejazd kilka godzin autobusem( przy moich alergiach po covidzie to było mega wyzwanie). Byłam mocno zestresowana faktem czy poradzę sobie z pleśniami i roztoczami, jak włączą klimatyzację w autobusie. O dziwo znowu coś mnie motywowało, żeby spróbować. Poza tym okazało się, że dałam radęJ. Jak już dojechaliśmy do naszego miejsca docelowego to ja prawie w podskokach wypadłam z tego autobusu hahhaha, gdzie Ci normalni ludzie hahaha, wychodzili powoli, byli zaspani bo wszyscy w trasie jeszcze spali. A Ja jakby mnie ktoś sparował z dynamitem i odpalił hahaha. Byłam przeszczęśliwa, że poradziłam sobie z przejazdem autobusem i nic mi nie było(owszem opanowałam w trasie kilka gierek, żeby trochę odciągnąć uwagę ale było warto ahahahha).



Oczywiście ledwo stopę położyłam na Tyrolskiej ziemi to jakby we mnie jakąś kula szczęścia walnęła prosto w głowę hahahha. Byłam tak podekscytowana tym co widzę i faktem, że poradziłam sobie z jazda w autobusie, że miałam wrażenie jakbym dostała łyka magicznego płynu druidów i dostałam super mocy hahahhaha http://galowie.blogspot.com/2008/07/magiczny-napj.html
Właściwie to trochę udało mi się zapomnieć o stresie i wątpliwościach. Trasy trekkingu były różne, ale ogólnie to z dość fajnymi, wysokimi przewyższeniami. Nadal byłam słaba i z różnymi dolegliwościami ale……..stwierdziłam: dojechałam tu autobusem , dałam radę, więc mam tu być i to przejść. I tyle w temacie hahaha. Każdy dzień był piękny, pełen akcji, ale z każdej wychodziliśmy cali i zdrowi. Ja byłam przeszczęśliwa mimo różnych dolegliwości.
O całej trasie jeszcze napiszę, ale pisze Kochani do Was, do tych Wszystkich co zmagają się z powrotem do formy i zdrowia p Covidzie tak jak ja, do tych wszystkich co już nie mają siły, są zmęczeni długotrwała walką i czekaniem na lepszy czas. Nie można się poddawać, trzeba próbować i trzeba chcieć. Ja już zaliczyłam kilka upadków, myślałam, ze już wyleczyłam mój organizm, że kondycja wróciła, a tu benc i znowu leże na betonie.
3 kroki do przodu, 7 do tyłu. Znowu wszystko od nowa. Ale….. zauważyłam jedną rzecz, że przy każdym upadku staję się silniejsza. Wstaje i próbuje działać dalej i nie zamierzam się poddać…..





