
Nepal podróż mojego życia
5 czerwca, 2023
Właściwie to z górami miałam do czynienia od zawsze.
Rodzice mi pokazali i wpoili piękno gór i ich flooooow. Zaczęło się od mojego ukochanego miejsca od Pienin i częściowo od Beskidu Sądeckiego.
Jeździliśmy tam bardzo często, właściwie co roku. Szcawnica, Krościenko, Kamienica, Limanowa……..a w oddali Góral stojący na kamieniu witał mnie jak wjeżdżaliśmy do Szczawnicy, a za jego plecami jedno z moich ukochanych miejsc – Sokolica.
Tyle emocji i miłości górskiej zostawiłam w tym miejscu, że mogłabym napisać chyba o tym książkę ahahah, może nawet dwie, ale za Nim to się stało i dojrzałam do tego wszystkiego i zrozumiałam, że góry to moja największa miłość to parę lat byłam wodnym stworzeniem hahah- kitesurfing.( Kitesurfing – sport wodny, polegający na poruszaniu się po wodzie na desce lub hydroskrzydle z pomocą pędnika – latawca. Sport ten uprawiany jest zarówno na akwenach słodkowodnych, jak i morskich. Info z Wikipedii) No tak dobrze czytacie ahhah-wodnym. Moja mega zajawka na kite ujawniła się w trakcie kilku podróży: Rodos-Prasonisi, Egipt-El Gouna , Fuerteventura-plaża Sotavento, Hel, Jastarnia, Chałupy. To był szał, wszystko co lubiłam. Adrenalina, szybkość, morze, piasek i opalenizna haha, no a później fajne imprezy-nawet na plaży. W tamtym okresie to był mój świat i nic się innego nie liczyło. Ciągłe obozy, wyjazdy choćby na chwile, super sprzęt i oczywiście olejek do opalania i to najlepiej z brokatem haahha. No to był okres bling-bling hahah. Jakby co mam sprawdzony olejek do opalania z brokatem to na priv mogę podać firmę ahhahaha. No i się działo, czas płynął ja coraz wiecej wyjeżdżałam, coraz więcej ćwiczyłam, coraz więcej łapałam kontuzji ale ogólnie było super-wolność, wiatr, sól, opalenizna i imprezy hahaha, aż pewnego dnia chyba życie chciało mi pokazać coś innego- chyba już za dużo było tych imprez na plaży hahahahha.

I………przyjechałam do Rodzinnego domu po wszystkich wojażach, wymęczona, poobijana ale opalona hahahahah. Mój kochany Tato mówi do mnie Patka mam z firmy konkurs, trzeba narysować gadzet i wymyslić hasło reklamujące i to jest teraz ważne – srodek na grzybice kukurydzy hahaha- hmmy mówie moje tematy dam radę.
Początkowo zlałam temat, ale po 3 dniach siadłam, wzielam kartke i ołówek i naskrobałam Pana Strong Mena Ludka Kukurydziaka haha i hasełko. Zadzwoniłam do Władzia, Taty kochanego i mówie, a wyślij może jakąs książkę albo 5 litrów środków na grzyba kukurydzy dostaniemy ahahaha. No i poszło…., a za kilka tygodni okazało się że 5 literków środka nie dostaniemy a grzyb na kukurydzy jak był tak zostanie hahahah, ale okazało się, że wygraliśmy z Władziem wyjazd na trekking w HimalajeeeeeeeeeeeeJ To był szał i zdziwienie. Początkowo to troche miałam stresa bo trasa całkiem zacna była, ja treningi miałam ale pod kite a nie pod chodzenie po 20-30 km dziennie przez dwa tygodnie po górach. Nawet myślałam, że oleje to bo stwierdziłam, ze chyba nie dam rady , ale coś mnie tam ciągnęło. Nie wiem co to było ale było to coś większego i silniejszego niż fakt ze byłam wodno-morska a nie górska.

Cieszę się ze pojechałam bo ten wyjazd zmienił Mnie, moje Życie o 180 stopni i zobaczyłam wtedy chyba największe wartości, które do tej pory mnie trzymają za serce. W Himalajach odkryłam tak naprawdę kim jestem i co jest moja największa miłością. Góry





