
Idę głową, głową……. w góry :)
12 sierpnia, 2023
Czekam co roku na Lądek Zdrój, na mój kochany Festiwal Górski
19 września, 2023Spełnić marzenia, znaleziony słoń- nareszcie hahahah
Właściwie to Góry mi się nigdy nie znudziły, nie miałam nigdy sytuacji, że nie mogę być w jednym miejscu kilka razy. Co jestem w konkretnym miejscu, kolejny raz, odnajduję całkiem coś innego. Jak zawsze bardzo dla mnie ważnego i wartościowego.
Na Śnieżniku byłam kilkanaście razy i to w różnych okresach mojego życia. Przed wieżą i po wybudowaniu wieży widokowej.(mi się ta wieża kojarzy z ,, Młynkiem do kawy” ahhaahh., takim z dawnych lat) Na Śnieżnik wchodziłam różnymi trasami i z różnych miejscowości. I zawsze, ale to zawsze i nawet nie wiem czemu hahahha, omijałam słonia, którego zawsze chciałam zobaczyć. Haha https://www.national-geographic.pl/traveler/artykul/5-powodow-by-pojechac-w-masyw-snieznika.
Tym razem się udało, widziałam słonia. No ba, nawet miałam go okazję dotknąć hahaha. Bardzo to było fajne uczucie, bo udało się spełnić kolejne marzenie.
Drogi Czlowieku 🙂 , dziękuję za spełnienie mojego marzenia, a co najważniejsze cieszę się, że kolejny raz go nie minęłam ahhaha i udało się zdobyć Śnieżnik w doborowym towarzystwie i z super uczuciem, że widziałam w końcu Słonia hahhhaha. Warto marzyć, warto czekać a co najważniejsze warto spełniać marzenia-nawet te najmniejsze. Każde spełnione marzenie daję frajdę i dużo mocy sprawczej na realizacje następnych.

Wycieczka, spadek mocy, nie zawsze jest różowo
Mały wypad typowo wycieczkowo-przyjemnościowy, ale tym razem to nie był mój dobry czas. (kondycyjnie, zdrowotnie coś słabiutko było). W planach był Masyw Śnieżnika, ze Śnieżnikiem i słoniem w roli głównej ahhaha, oraz Kowadło w Górach Złotych.
Traski z ładnymi widoczkami, fajną długością, piękną pogodą i co najważniejsze w super towarzystwie. Mimo tych wszystkich super elementów, ciężko było. Plany zrealizowane ale niestety gdzieś covidowe bolączki się włączyły. Dałam radę bo ja z Tych Wandź, Zosiek i Krysiek, które się zawezmą i idą dalej nawet jak idzie tylko głowa a nie fizyczność i nogi ahhhaha. Choć mało przyjemna jest to opcja. Jeszcze czasami takie akcje się pojawiają, ale coraz ich mniej. To jest najważniejsze, że pracuje nad tym, działam i nie poddaje się, ale też nie udaje, że się nie zdarzają.
Im szybciej zrozumiałam, że teraz jest trochę inaczej niż to było przed covidem, że częściej pojawiają się słabsze dni, niedyspozycje to tym łatwiej mi było pewne rzeczy zaakceptować, a rzeczy na które nie mam wpływu nadzwyczajnie odpuścić. Nie myślcie sobie, że w moim przypadku to było takie hop siup.O co to, to nie!!!. Ja zawsze się uważałam za Zośkę Mocarna a tu taka sytuacja, ja się męczę na podejściu na Śnieżnik, na Kowadło. Ja się męczę? Ja Wandzia, ta co zawsze miała siły i super Powera górskiego??? To w tym wszystkim chyba jest najtrudniejsze, zaakceptować nową jakość, nową Patebamboleo z trochę innymi mocami i umiejętnościami niż kiedyś.

Traski zrobiłam ale z ciężkością, która dawniej mi nie doskwierała. Doceniam, że mimo jakiś trudności, nie poddaje się, idę dalej a co najważniejsze Góry mi to umożliwiają i mam mnóstwo życzliwych i fajnych ludzi na trasie i wkoło Siebie. To Oni mi dają moc i skrzydła. Ich wiara we mnie i mój powrót do formy, bardzo dużo mi daję. Za co Wam bardzo dziękuje 🙂




